O jakości powietrza w polskim mieście decyduje zimą jedna rzecz: czym ludzie ogrzewają mieszkania. W blokach podłączonych do miejskiej sieci ciepłowniczej pod oknem nikt niczego nie pali; tam, gdzie sieci brakuje, w kominach idą węgiel, drewno i to, co akurat wpadło do pieca — a benzo(a)piren zostaje na ulicy. Dlatego rozwój ciepła systemowego i docieplanie budynków działają jak najprostsza dostępna polityka antysmogowa, a nie jedynie jako podniesienie komfortu mieszkania. Razem chce, by państwo finansowało ją powszechnie, a same sieci ciepłownicze odzyskało z rąk prywatnych właścicieli.
Kto ma dziś czyste ciepło, a kto kopci
Ciepło systemowe to w Polsce infrastruktura ogromna i niedoceniana. Sieci ciepłownicze mają łącznie ponad 23 tysiące kilometrów, a obsługuje je blisko 400 koncesjonowanych przedsiębiorstw — wynika z raportu Urzędu Regulacji Energetyki „Energetyka cieplna w liczbach" za 2024 rok.
Problem w tym, że samo „systemowe" nie znaczy jeszcze „czyste". W 2024 roku węgiel odpowiadał wciąż za 57,4 proc. ciepła wyprodukowanego przez sektor — mniej niż 61,2 proc. rok wcześniej, ale to nadal większość. Ciepłownia spala go jednak w jednym miejscu, z filtrami i kominem, zamiast rozsiewać zanieczyszczenia z tysięcy domowych palenisk na wysokości ludzkich płuc.
Bo poza zasięgiem sieci zaczyna się druga Polska — ta z kopciuchami. Stare kotły na węgiel i drewno pracują wciąż w blisko 3 milionach domów, a mniej więcej jedna trzecia domów jednorodzinnych nie ma żadnego ocieplenia — wynika z badania Polskiego Alarmu Smogowego i Instytutu Ekonomii Środowiska. Nieocieplona ściana wymusza więcej opału, więcej opału to więcej dymu, a rachunek za jedno i drugie płaci całe miasto. W stanowisku w sprawie smogu z 2017 roku Razem przypominało, że zatrute powietrze skraca w Polsce życie dziesiątek tysięcy osób rocznie — to skala, przy której docieplanie budynków przestaje być inwestycją komfortową, a staje się kwestią zdrowia publicznego.
Wspólna sieć w prywatnych rękach
Jest jeszcze drugie dno, o którym w debacie o smogu mówi się rzadko: kto tak naprawdę jest właścicielem ciepła, którym grzeje się polskie miasto. Przez ostatnie dwie dekady samorządy oddawały swoje ciepłownie prywatnym koncernom, zwykle zagranicznym.
Najgłośniejszym przykładem jest Warszawa. W 2011 roku miasto sprzedało 85 proc. udziałów Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej za 1,44 mld zł francuskiej grupie Dalkia, której następcą jest dziś Veolia — mimo protestów mieszkańców i mimo że planowane referendum ostatecznie się nie odbyło. Tak największa sieć ciepłownicza w Unii Europejskiej stała się aktywem spółki notowanej na paryskiej giełdzie. Podobnie ciepło we Wrocławiu, Częstochowie i Płocku dostarcza dziś fińska grupa Fortum.
Prywatny właściciel infrastruktury sieciowej, do której odbiorca nie ma alternatywy, znajduje się w komfortowej pozycji monopolisty: mieszkaniec bloku nie odłączy się od miejskiej sieci i nie wybierze innego dostawcy. Cena ciepła jest wprawdzie regulowana taryfą zatwierdzaną przez URE, ale kierunek inwestycji, tempo odchodzenia od węgla i to, komu przypada zysk z tej infrastruktury, zależą od kalkulacji akcjonariusza, a nie od interesu miasta i jego powietrza. Ciepło, które jest dobrem pierwszej potrzeby i zarazem narzędziem walki ze smogiem, trafiło pod kontrolę podmiotów, których zadaniem jest maksymalizacja zwrotu z kapitału.
Co proponuje Razem
Deklaracja programowa z 2025 roku łączy te dwa wątki — dostępność czystego ciepła i jego własność — w jednym punkcie rozdziału o przyrodzie:
Wdrożymy powszechne i finansowane publicznie programy rozwoju ciepłownictwa i docieplania budynków mieszkalnych. Cofniemy prywatyzację sieci ciepłowniczych.— Partia Razem — Deklaracja programowa 2025, rozdz. 11 „Przyroda — dziedzictwo, nie zasób”, pkt 5, partiarazem.pl
W praktyce oznacza to trzy powiązane działania:
- Powszechne, publiczne docieplanie — państwowo finansowana głęboka termomodernizacja budynków mieszkalnych, żeby mniej trzeba było spalać. Stanowisko antysmogowe z 2017 roku doprecyzowuje kierunek: poniżej określonego progu dochodowego koszty głębokiej termomodernizacji pokrywa w całości środek publiczny, a nie kieszeń najuboższych.
- Rozwój ciepłownictwa systemowego — rozbudowa sieci tam, gdzie dziś króluje kopciuch, tak by czyste ciepło z jednego, kontrolowanego źródła zastąpiło tysiące domowych palenisk. To najszybsza droga do trwałego obniżenia emisji w miastach.
- Cofnięcie prywatyzacji sieci — odzyskanie kontroli publicznej nad infrastrukturą ciepłowniczą, żeby o tempie dekarbonizacji i o cenie ciepła decydował interes mieszkańców, a zysk z monopolu naturalnego nie wypływał do prywatnych akcjonariuszy.
Logika jest tu spójna z całym programem środowiskowym Razem: to, co warunkuje zdrowie i godne życie — powietrze, woda, ciepło — ma być wspólnym dobrem pod publiczną kontrolą, a nie towarem, na którym zarabia się kosztem najsłabszych odbiorców.
Ten sam spór o własność toczy się o dach nad głową. Docieplenie i rachunek za ogrzewanie to jeden z największych stałych kosztów mieszkania, a zasada „co publiczne, zostaje publiczne" łączy walkę o czyste ciepło z walką o dostępne mieszkania — piszemy o tym w siostrzanym serwisie: co publiczne, zostaje publiczne.
Źródła i dalsza lektura
- Deklaracja programowa 2025 — Partia Razem (rozdz. 11 „Przyroda — dziedzictwo, nie zasób”)
- Stanowisko w sprawie smogu — Partia Razem, 2017
- „Energetyka cieplna w liczbach" za 2024 rok — Urząd Regulacji Energetyki
- Ciepłownictwo systemowe stabilnie dla 15 milionów Polaków — kampania „W zasięgu ciepła" (dane GUS)
- Domy jednorodzinne w Polsce: źródła grzewcze i stan energetyczny — skrót raportu Polskiego Alarmu Smogowego i IEŚ (SmogLab)
- Wszystko o prywatyzacji SPEC — pytania i odpowiedzi, Miasto Stołeczne Warszawa
- Veolia Energia Warszawa — Wikipedia (historia prywatyzacji SPEC)
- Razem dla tanich mieszkań — „Co publiczne, zostaje publiczne"
